Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

Strona użytkownika ariel

Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

Strona użytkownika ariel

← wróć

Tatry, dzień 2: Czerwone Wierchy

Ariel Bogdziewicz, niedziela 10:24, 30 sierpień 2015 | odsłony 92 | komentarze 0

  • Aktywność Trekking
  • Dystans 13.1km
  • Czas 03:43:18
  • Vavg 17:05/km
  • Vmax 2:41/km
  • Pod górę 1150m
  • Kalorie 1131kcal
  • Sprzęt Scarpa Mojito
  • Strava Link, Pokaż mapę

Dzień drugi mieliśmy dokładnie zaplanowany. Musieliśmy przejść przez kilka szczytów Czerwonych Wierchów, żeby dotrzeć do naszego kolejnego noclegu. Celem było Schronisko Na Hali Ornak. Początek to prosty szlak na Giewont. Po drodze przerwa w Schronisku Na Hali Kondratowej. Na ruszt poszedł piernik i cola. Tak, cały urlop wszelkie diety poszły w zapomnienie. Nie służyło to najlepiej, ale nie było innego wyjścia. Było bardzo smacznie.


Tam zobaczyliśmy pierwsze ostrzeżenie przed niedźwiedziami.


Ze względu na czas Giewont ominęliśmy, wzgardziliśmy nim, bo myśleliśmy że nic ciekawego tam nie ma zwłaszcza, że tyle ludzi tam garnęło. Ja tam wolę iść w stronę gdzie jest ich mniej. Chociaż w Tatrach ludzie byli statystycznie bardzo mili, dużo ponad przeciętną krajową. Michał nawet żartował, że na Giewont w szpilkach można wejść nawiązując do jakiegoś programu z telewizji.


Na zdjęciu widać linię Czerwonych Wierchów ciągnących się aż do Świnicy. Z Kondrackiej Przełęczy (1725m n.p.m.) rozpoczęliśmy wspinaczkę na Kondracką Kopę (2005m n.p.m.), a potem kolejno przez Małołączniak (2096m n.p.m.), Krzesanicę (2122m n.p.m) i Ciemniak (2096m n.p.m.). Krzesanica była najwyższym szczytem zdobytym w czasie wyprawy.


Było kilka momentów bliskości do przepaści, ale ogólnie łatwy, kondycyjny szlak. Po zejściu z Ciemniaka zrobiliśmy dłuższą przerwę na drzemkę. Zjedliśmy też zapas bigosu. Końcówka to zielony szlak z Ciemniaka do schroniska.  Malownicza ścieżka schodziła zboczem góry coraz niżej. Bardzo nieregularne podłoże wyłożone dużymi kamieniami. Ze względu na ciężkie plecaki trasę pokonywaliśmy koło osiem godzin z czego połowa to odpoczynki. Schronisko na Hali Ornak wypadło w naszej ocenie najlepiej ze wszystkich. Najlepsze jedzenie i miła obsługa. Nawet nie przeszkadzał nam fakt, że światło gaszą o 22:00, a potem przechodzą w tryb awaryjny. W pokojach świecą żarówki, ale takie ciemniejsze. A w natryskach od 22:00 jest zupełnie ciemno. Nie wiedziałem o tym, ale zdążyłem umyć się wcześniej. Inni też nie wiedzieli i pod prysznicem gasło światło. W pełnej ciemności musieli się wytrzeć i znaleźć wyjście z łazienki :-) To było też jedyne schronisko, gdzie nigdzie nie było kontaktów. Telefony ładowaliśmy od 8:00 w recepcji. To było duże utrudnienie, bo nie mogliśmy przez to wcześnie ruszyć na kolejny odcinek. Ale czas płynął tam najmilej. Może dlatego, że nie było zasięgu żadnego, a wifi dawało ledwo radę nawet przy Operze Mini. Synchronizacja Stravy odpada.


Kategorie Piesze wyprawy, Tatry 2015