Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

Strona użytkownika ariel

Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

Strona użytkownika ariel

Maratony MTB


Rower
1067 km
Dystans
17728 m
Pod górę
61:22:40
Czas
17.4 km/h
Prędkość średnia
182 (87%)
Średnie HR
21
Liczba aktywności
88 km
Najdłuższa aktywność
1740 m
Największa wspinaczka
4:36:38
Najdłuższa aktywność
23.8 km/h
Najszybsza aktywność
189 (90%)
Maksymalne średnie HR
51 km
Na aktywność
844 m
Na aktywność
2:55:22
Na aktywność
73.3 km/h
Prędkość maksymalna
212 (101%)
Maksymalne HR

Bike Maraton 2014 Zdzieszowice

Ariel Bogdziewicz, sobota 00:00, 10 maj 2014 | odsłony 659 | komentarze 12

  • Aktywność Rower
  • Dystans 47km
  • Czas 02:18:15
  • Vavg 20.39km/h
  • Vmax 54.69km/h
  • Pod górę 1097m
  • Kalorie 1907kcal
  • Temperaturaavg 17.9C
  • HRavg 184 (87%)
  • HRmax 199 (94%)
  • Sprzęt Trek 8900 (Górski)
  • Uczestnicy bs:birdas, bs:barblasz

Jechałem nastawiony optymistycznie. Dwa razy ostatnio objechałem Marcina - raz w Miękini, drugi na Memoriale Zawadzkiego - i przestałem się nim przejmować. Startowałem z 2 sektora razem z Bartkiem i to na nim byłem skoncentrowany. Tym razem ruszyliśmy z końca sektora 2, a Marcin pół minuty po nas ruszył z taśmy sektora 3, więc miał niedaleko do nas. Start punktualnie o 11:00, organizator ratuje twarz po ostatnich spóźnieniach.

Najbardziej obawiałem się pierwszego asfaltowego podjazdu. Myślałem, że Bartek mi tam ucieknie, a ja jak zwykle będę miał zadyszkę i ból brzucha, jak na każdym starcie. A okazało się, że jeszcze nie miałem tak lekkiego początku. Bartek wcale się nie śpieszył. A miałem dwa założenia, jednym z nich było takie, żeby nie uciekać Bartkowi. Ale uciekłem i to był pierwszy błąd. Drugi był taki, że dopompowałem opony przed startem, ale ten fakt zniszczy mi życie w dalszej części trasy. Jak asfalt się skończył, myślałem, że Bartek mnie wyprzedził i goniłem gościa, który wyglądał zupełnie jak Bartek. Tu po raz kolejny szarpałem ostro zupełnie bez sensu.

Bartek dogonił mnie na 14km przy pierwszym bufecie. Na zjazdach jest lepszy więc odskakiwał. Potem traciłem energię, żeby to nadrobić, kiedy Bartek "odpoczywał". Gwoździem do trumny był asfalt, na którym zbyt mocno pojechałem za takim jednym gościem. Okazało się, że Bartek też do nas dołączył. Dałem radę za nimi do może 25 lub 30km i potem urwała mi się dostawa prądu. Do tego doszły skurcze mięśni. I w połowie skończyłem ściganie. Od tej pory była wegetacja. Ale najlepsze przed nami, bowiem Marcin mnie ścignął ze 2km przed metą. Nawet nie miałem siły go gonić. Tętno mi spadało mimowolnie. Do tego zbyt mocno napompowane opony powodowały, że czułem każdy kamień na trasie. Telepało mną tragicznie. Nie miałem sił już trzymać kierownicy. Mam nauczkę za wprowadzanie zmian tuż przed maratonem i za to, że nie trzymam się założeń, jakie sobie postanowiłem przed maratonem. Dobiła mnie też temperatura. Ale na to nie miałem wpływu. Było mi mocno ciepło. Wolę jeździć w chłodniejszych warunkach, a będzie coraz cieplej :-(

Może niezbyt udany start to wynik zmęczenia jakie odczuwam od Memoriału Jurka Zawadzkiego. Do pracy cały tydzień ledwo wstawałem na 10:00 i czułem osłabienie wyraźnie. Nie można mieć też cały czas najwyższej formy. Przyznam, że Bartek był dziś w zasięgu, ale nie z taką formą. Z drugiej strony szedł jak burza. Odkąd się rozstaliśmy Bartek nadrobił 18 pozycji, ze 106 na 88, a ja straciłem 31 miejsc, ze 112 na 143. Marcin też szedł równym tempem do końca. Jak mnie wyprzedał tylko wiatr za nim zawiał.

Moje międzyczasy:
1. 0:40:41 / miejsce 109
2. 1:25:13 / miejsce 112
3. 1:49:57 / miejsce 118
META: 2:18:15 / miejsce 143


Widać na profilu tętna jak już pod koniec nie dawałem rady.

Wyniki interesujących mnie osób (dla 47km):
Miejsce OPEN Imię Miejsce w kategorii Czas Średnia [km/h] Punkty Sektor
1/651 (100%) Mariusz G. 1/243 (100%) M3 1:43:51 27.15 500 1.00 (1)
2/651 (100%) Mariusz K. 1/124 (100%) M2 1:43:51 27.15 500 1.00 (1)
88/651 (87%) Bartek 31/124 (76%) M2 2:10:54 21.54 397 0.79 (2)
129/651 (80%) Marcin 48/243 (81%) M3 2:16:48 20.61 380 0.76 (3)
143/651 (78%) Ariel 50/124 (60%) M2 2:18:15 20.40 376 0.75 (3)

Dobrze się stało, bo nauczę się, żeby nie ignorować Marcina. Poza tym dobra wiadomość jest taka, że jednak walka będzie zacięta. Bałem się już, że już z nim nie powalczę. Ale Marcin wrócił do gry. Bartek poza zasięgiem jak dla mnie w tej chwili, ale będę dalej próbował.

Waga po treningu: 66.7kg. Na trasie wypiłem 3l izotonika, Magnes Life i dwa żele z energią podobno, a mimo to miałem skurcze. Muszę przemyśleć jak z głową przetrenować kolejne dwa tygodnie, żeby nie dać się Marcinowi we Wałbrzychu, bo dziś był w zbyt dobrym humorze ;-) Po Wałbrzychu jest długa przerwa od ścigów, więc nie mogę mieć wtedy zepsutego humoru.

A najgorsza wiadomość jest taka, że licznik mój nielubiany nie zliczył mi 3km. Wyłączał się co jakiś czas i wyświetlał same zera. Do tego zgubiłem czujnik kadencji. Wymienię w nim baterię i w czujnikach też, ale jak problem będzie się powtarzał, to kupuję nowy, gdy uzbieram kasę. Będzie to Garmin. Po Sigmę Rox 9 już nie sięgnę.

Gratulacje koksy za niezłe wyniki!

Kategorie Maratony MTB

VIII Memoriał Jurka Zawadzkiego

Ariel Bogdziewicz, sobota 00:00, 03 maj 2014 | odsłony 733 | komentarze 12

  • Aktywność Rower
  • Dystans 28.89km
  • Czas 01:26:06
  • Vavg 20.13km/h
  • Vmax 46.15km/h
  • Pod górę 699m
  • Kalorie 1297kcal
  • Temperaturaavg 0.7C
  • HRavg 188 (89%)
  • HRmax 203 (96%)
  • Sprzęt Trek 8900 (Górski)
  • Uczestnicy bs:birdas, bs:adhed

Na maratonie była tak skopana pogoda, że licznik mi się zepsuł i straciłem wszystkie dane z przejazdu. Woda się z niego wylewała. Pojechałem tylko dlatego, że z Marcinem byłem umówiony na ustawkę. Z domu wychodziłem z bólem serca, gdy widziałem panującą za oknem pogodę. Było mniej niż 5 stopni, błoto i pełno piachu. 3 maja, a pogoda jak w grudniu. W ogóle dzięki Marcin za naprowadzenie mnie do miejsca startu, bo nawet nie mogłem tam trafić.

Krótka rozgrzewka i za moment start. Marcin dość mocno pewny siebie, a ja wręcz odwrotnie. Na linii startu staliśmy 4 minuty. Hahaha. Hańba Bike Maratonom, gdzie stoi się w sektorze całą godzinę. Ustawiło się trochę ponad 50 zawodników. Ja zaraz koło Marcina i Adama. Już na pierwszej prostej zwinęły się dwa domina z kolarzy. Leżeli jak kłody. Najpierw około pięciu i za kilka metrów kolejni. A my z Marcinem przejechaliśmy bokiem. Przejechaliśmy kilka korzeni i zaczęła się szeroka, ale zmoczona droga szutrowa. Cisnąłem za Marcinem kawałek. Zakręty robił lepiej, a ja bałem się ślizgu. Dogoniła nas taka drobna dziewczyna. Szarżowała mocno i dziwnie się gibała na rowerze. Trochę mnie zdenerwowała. Miałem plan, żebym jechać jedno kółko z Marcinem, ale nie chciałem dać się tej zawodniczce. Walczyć z dziewczyną wstyd, a przegrać podwójny. Więc przycisnąłem mocniej po kałużach bokiem i zostawiłem ten mały peletonik.

Na horyzoncie widziałem kolejną dość dużą grupę, której start poszedł lepiej niż nam. Oni nie musieli omijać leżących zaraz za startem. Było ich z ośmiu do dziesięciu. Sukcesywnie zbliżałem się do nich. Miałem nadzieję ich wyprzedzić przed pierwszym technicznym podjazdem. Dwóch się wyczerpało i odpadli, więc łatwo ich wyprzedziłem. Niestety dogoniłem resztę dopiero jak już zaczynali stromy podjazd po kamieniach. Kolejny odpadł, bo nie podjechał. I potem co kilka minut łykałem na tym podjeździe jednego po drugim. Najbardziej mnie zblokowała znów jakaś dziewczyna, ale w końcu udało mi się ją też wyprzedzić.

Pierwszy zjazd nie szedł mi dobrze, dogoniło mnie dwóch z tych co przed chwilą wyprzedziłem. Ale utrzymałem za nimi tempo zjazdu przy około 40km/h po kamieniach. Widoczność było może z 10-20m w przód przez mgłę. Na drugim sztywnym podjeździe pętli wyprzedziłem tych dwóch zjazdowców i już ich nie widziałem więcej. I w tym momencie już nie wyprzedzałem i nikt mnie nie wyprzedzał. Prawie udało mi się dogonić na tym podjeździe kolejnych dwóch, ale uciekli mi na zjeździe już na dobre. Tak skończyłem pierwszą pętlę.

Drugą pętlę rozpocząłem od żelu energetycznego i cisnąłem za tymi uciekinierami, których nie udało mi się dojść. Dwa razy na podjazdach udało mi się znów ich zobaczyć, ale przez zjazdy nie doszedłem ich w ogóle. Drugie kółko jechałem kompletnie sam. Widziałem tylko jak dwie osoby przez awarie wracały piechotą. Bardzo fajna była techniczna końcówka! Całą trasę przejechałem bez zsiadania z roweru.

Nawet bufet na mecie był lepszy niż na Bike Maraton. Dobra kiełbasa, musztarda, ciepła herbata. Chcieli dać mi jeszcze kanapki i wafelka w czekoladzie, ale tego nie mogłem, bo nie jem glutenu. Gdy jadłem na bufecie, pojawił się Marcin z lekką stratą do mnie i nie był z tego powodu zadowolony. Przegrał zakład, a ja dzięki temu zrealizowałem plan na ten ścig, czyli przyjechać szybciej niż Marcin. Adam również pojawił się chwilę po Marcinie. Byłem 22 i miałem stratę około 20 minut do pierwszego zawodnika.

Dalej jestem wściekły, że licznik mi się zepsuł. Niby wodoszczelny, a przestał kompletnie reagować. Wyjąłem baterię i suszy się. Mam nadzieję, że dojdzie do siebie jak wyschnie. A jak nie to kupię inny, ale już na pewno nie Sigmę. Działał jeszcze jak mówiłem Marcinowi o swoim czasie, ale potem w kieszeni woda musiała jakoś w nim spłynąć, że się zwiesił.

Mam nadzieję, że Marcin jeszcze się nie poddał w tegorocznej rywalizacji, ale do końca maja nie dam sobie w kaszę dmuchać. Od czerwca do sierpnia będzie miał możliwość nadrobić stratę w generalce maratonów. Przynajmniej tak widzę ten sezon. Ulgę miałem, że Bartek nie przyjechał, bo ten z kolei dokopał mi na ostatnim maratonie i o niego nie byłbym tak spokojny jak o Marcina. To tyle z naszej podwórkowej rywalizacji :-)

Aktualizacja 17:16:
Licznik wysuszył się i zaczął działać. Jednak zresetował się całkowicie. Dobra wiadomość jest taka, że log z wyścigu ocalał :-)


Ocalały profil trasy.

Wyniki interesujących mnie osób dla dystansu 30km:
Miejsce OPEN Imię Czas Średnia [km/h] Punkty ala BM
Sektor ala BM
1/43 (100%) Rafał 1:07:23 26.71 500 1.00 (1)
22/43 (50%) Ariel 1:26:51 20.73 388 0.78 (2)
28/43 (36%) Marcin 1:30:19 19.93 373 0.75 (3)
29/43 (33%) Adam 1:30:59 19.78 370 0.74 (3)

Waga po treningu: 65.7kg.

Kategorie Maratony MTB

Bike Maraton 2014 Miękinia koło Wrocławia

Ariel Bogdziewicz, niedziela 00:00, 13 kwiecień 2014 | odsłony 887 | komentarze 18

  • Aktywność Rower
  • Dystans 54.21km
  • Czas 02:23:37
  • Vavg 22.64km/h
  • Vmax 44.44km/h
  • Pod górę 476m
  • Kalorie 2168kcal
  • Temperaturaavg 17.1C
  • HRavg 189 (90%)
  • HRmax 206 (98%)
  • Sprzęt Trek 8900 (Górski)
  • Uczestnicy bs:birdas, bs:barblasz

Przybyliśmy do Miękini dość wcześnie. Po wszystkich formalnościach zajęliśmy miejsca w sektorze nr 4 razem z Marcinem nawet blisko taśmy. W sektorze było zimno, ale czułem, że się ociepli. Na trasie żałowałem, że nie ubrałem się całkiem na krótko, bo trochę się gotowałem w bluzie z długim rękawem. Tym bardziej nie rozumiem jakim cudem wszyscy wkoło dawali rady w długich rękawach i nogawkach. Bartek stał w sektorze nr 3 i planowaliśmy jak go dopaść.

Start opóźnił się o pół godziny, a to oznacza, że staliśmy w sektorze przed startem równą godzinę. Porąbany mają w tej chwili system. Marznie się w tych sektorach, nogi bolą od stania, nudzi się człowiek, bo jeszcze gdzieś tam wydają ludziom numery startowe. Zero pomyślunku. No ale w końcu ruszyliśmy. Sektor Bartka poszedł 2 minuty przed nami.

0-30km. Początek umiarkowany. Jechaliśmy łeb w łeb z Marcinem. Widziałem na własne oczy jak cherla z powodu jakiejś choroby, a na trasie dawał radę. Kilka razy się wyprzedziliśmy, ale w końcu udało się odjechać. Potem torba z pod siodła mi się oderwała z zapasową dętką i musiałem po nią wracać. Tu mnie Marcin dopadł drugi raz. Znalazłem dętkę, leżała na środku trasy. Ludzie wrzeszczeli, żebym zlazł ze środka. Wrzuciłem ją do kieszonki i wyrwałem za Marcinem. Już prawie go miałem, ale zagrzebałem się w jakiejś wydmie i znów mi odjechał. Tym razem dochodziłem do niego o wiele dłużej. Podejrzewam, że już się zastanawiał co się ze mną dzieje. Jak się pojawiłem koło niego to trochę pojechaliśmy razem. Właśnie wtedy przechodził mi ból brzucha i zaczynałem czuć się lepiej. Potem już tylko jazda siłowa i wyprzedzanie do samego końca. Marcinowi po jakimś czasie znowu uciekłem.

30-55km. Na odcinku single tracków było masakrycznie. Technicznie nie były trudne, ale za to bardzo interwałowe. Zabawne było to jak dużo ludzi tam odpadało ze stawki. Albo nie utrzymał równowagi, zahaczył inny o drzewo, inny leczył skurcze, jeszcze były ślizgi, sprowadzanie i podprowadzanie rowerów, itp. Brak możliwości wyprzedzania dotyczył tylko jadących, natomiast trochę pozycji też się tam nadrobiło. Skurcze zaczęły mnie łapać mimo, że w sumie to odpoczywałem na tym odcinku. Ludzie generalnie wolno go pokonywali. Siły miałem dużo, ale durnego magnezu już nie było! Zastanawia mnie jak szybko pokonywał je sektor 3, gdzie jechał Bartek. Być może tam nadrobił najwięcej. Odcinki poza single trackami też były często wyboiste i szarpało, co tylko przybliżało mnie do skurczy mięśni. Ale nie dawałem sobie w kaszę dmuchać. O ile start nie miałem najlepszy, to całą resztę nadrabiałem miejsce w stawce właściwie do samego końca.

Na mecie dowiedziałem się od kolegów Bartka, że ten przyjechał z czasem o 8 minut lepszym od mojego. Gratulacje. Jednak nie mogę wyjść z podziwu, bo też nieźle harowałem, a nie miałem szans. Mam zamiar odkuć się na górskich edycjach. Marcin przyjechał dla odmiany 8 minut po mnie. Choroba jednak mocno go usprawiedliwia. Cieszę się jednak, że pojechał dystans MEGA, bowiem 384/500 punkty w M3 to i tak sporo. Ja nie miałem tyle od 2005 roku. A właśnie wyjątkowy jest ten maraton, bo od 2005 roku nie uzyskałem aż 395/500 punktów w M2. Bartek uzyskał 416/500 w M2, skubany.

Wyniki interesujących mnie zawodników (dla dystansu MEGA 55km):
Miejsce OPEN Imię Miejsce w kategorii Czas Średnia [km/h] Punkty Sektor
1/869 (100%) Mariusz 1/171 (100%) M2 1:53:05 29.18 500 1.00 (1)
6/869 (99%) Andrzej 1/334 (100%) M3 1:56:08 28.42 500 0.97 (1)
103/869 (88%) Bartek 29/171 (84%) M2 2:15:54 24.28 416 0.83 (2)
159/869 (82%) Ariel 43/171 (75%) M2 2:23:08 23.06 395 0.79 (2)
233/869 (73%) Marcin 91/334 (73%) M3 2:31:05 21.84 384 0.75 (3)

Międzyczasy:
0:59:23 / 174 OPEN - 1 pomiar
1:20:07 / 163 OPEN - 2 pomiar
2:23:08 / 159 OPEN - META

Analiza wyników:
Patrząc na międzyczasy od pierwszego pomiaru do mety wyprzedziłem 15 osób na moim dystansie. Pokazuje to, że jechałem solidnie, ale wskazuje też, że słabą pozycję wywalczyłem w pierwszej godzinie. Bartek miał pozycje w OPEN na pomiarach kolejno 103, 102, 103. Właściwie pozycję zajął sobie przed pierwszym pomiarem i utrzymał ją do końca. Więc mogłem przegrać przez wolniejsze otoczenie, większą ilość pościgów samemu za kolejną grupą, itp. Jechałem wolniej o 1.22km/h od Bartka, czy to tak dużo? Ale wielki sukces, że awansowałem do 2 sektora. Teraz będę startował razem z Bartkiem i nie mam zamiaru odpuścić. Szkoda, że Marcin się pochorował, tak byśmy startowali w trzech z jednej zagrody. Dokonałem obliczeń samemu, bo na liście wyników są jakieś błędy z prędkością średnią.


Po lewej Maciek z Krystianem z mojego teamu Opera Software. Jechali na MINI.


To już singletrack chyba.


Bartek.


Ja.


Singletrack ciągnął się i ciągnął.


Ten co mi uciekł.


A to trzecie z rzędu zdjęcie, które wykonał ten sam fotograf. Obrotny.


Maciek znalazł mi fajne zdjęcie na Facebook'u. Dobry moment, bo akurat samemu goniłem kolejną grupę. Widać po minie.

Waga po treningu: 65.6kg.

Kategorie Maratony MTB

Bike Maraton 2013 Świeradów Zdrój

Ariel Bogdziewicz, sobota 00:00, 28 wrzesień 2013 | odsłony 609 | komentarze 6

  • Aktywność Rower
  • Dystans 43.4km
  • Czas 02:13:17
  • Vavg 19.53km/h
  • Vmax 73.3km/h
  • Pod górę 1080m
  • Kalorie 2296kcal
  • Temperaturaavg 10.0C
  • HRavg 188 (89%)
  • HRmax 200 (95%)
  • Sprzęt Trek 8900 (Górski)
Dzień nie zaczął się rewelacyjnie, ponieważ nie mogłem pół nocy spać. Z resztą jak przed każdym maratonem. Jak dojechałem do Świeradowa była godzina 9:30 i generalnie dalej "spałem". Ale do plusów można zaliczyć, że trasa prosta, nie ma już żadnej alergii, kostka nie jest już tak dużym problemem. Temperatura była dość rześka, nawet udało mi się odpowiednio ubrać na takie warunki.

Plan zakładał tylko fakt, że tankowanie zaplanowałem na pierwszym i drugim bufecie. Na trzecim postój nie miał sensu, ponieważ już było z górki do mety.

Na początku od razu tętno skoczyło mi do prawie 200 i w sumie już takie pozostawało do końca wyścigu. Nie miałem żadnego planu, jak niektórzy, że pierwszy podjazd jadę maksymalnie, a potem za kimś albo odwrotnie. Ale wyszło na to, że coraz lepiej mi się jechało i pierwszy podjazd zrobiłem dość szybko. Cały czas wyprzedzałem aż do samego szczytu na takiej zadyszce, że prawie płuca wyplułem. Na tym najdłuższym odcinku jechałem średnio 12km/h przy nachyleniu 6 do 9%. Doszedł mnie tam taki jeden i wyprzedził. Stwierdziłem, że czas na zabawy. Dogoniłem go i dręczyłem psychicznie swoją obecnością. Nie dał rady uciec. Haha, a ja zyskałem +10 do motywacji.

Następnie lekki zjazd po płaskowyżu. Tam jechałem interwałami. Tzn. siedziałem trochę na ogonie i odpoczywałem, a następnie wyrywałem mocno do następnej grupki i znów czepiałem się czyjegoś koła. W taki sposób wyprzedziłem tam dość sporo ludzi. Czyli dalej nieźle idzie. Wyprzedziłem tam też pewnego zawodnika z M4, który na dalszych kilometrach okaże się bardzo pomocny. Jechał na Treku i miał czarno-żółtą koszulkę. I tak dojechałem do bufetu, zatankowałem. Dziwne jest dla mnie, że tylko ja zatrzymałem się na nim. Dogonił mnie wówczas wspomniany wcześniej zawodnik i jechałem mu za kołem do 23 kilometra. Jechał skubany dość mocno i ledwo siedziałem mu na kole. Ale wyprzedzania ciąg dalszy.

Jak zaczęły się podjazdy w stronę Jakuszyc odpuściłem i gość pojechał w siną dal. Odczuwałem już ból pleców z powodu siłowej jazdy. Włączyłem tempomat na spokojną prędkość. Tam straciłem trochę pozycji, ale generalnie jechałem jak wszyscy.

Potem fajny zjazd i tankowanie na drugim bufecie. I znów jazda po płaskowyżu. Tym razem lekko w górę, ale z wiatrem. Włączyłem turbo i znów wyprzedzałem. Dogoniłem tego zawodnika, za którym jechałem wcześniej całe 15km. Tym razem nie wsiadłem jemu na koło, ale dołączyłem na koniec grupki, którą prowadziła dziewczyna. Trochę głupio, że ona robiła za konia pociągowego. Tam było dużo zmian pozycji, każdy chciał dyktować tempo. Również zawodnik, który mi służył cieniem aerodynamicznym. I w takim składzie razem z nim, tą dziewczyną i może jeszcze było ze dwóch, jechaliśmy do ostatniego podjazdu.

Ten asfaltowy podjazd trochę mnie zniszczył i grupa, w której jechałem uciekła mi. Dowlokłem się na szczyt i zjazd do mety. Ten zjazd jest wspaniały, bez pedałowania ponad 73km/h. Dopiero na technicznym odcinku dogoniłem część uciekinierów. Przez strumyk przebiłem się bezproblemowo, zjazd z tego stromego korzenia też poszedł bez namysłu. Ludzie z MINI trochę blokowali drogę, ale jak grzecznie się prosiło to robili przejazd. No i za rogiem meta.

Wynik doszedł szybko SMSem, chyba gorszy trochę niż rok temu, ale ogólnie jestem bardzo zadowolony. W końcu maraton, w którym nawiązałem jakąś walkę z samym sobą i sąsiadami. Od dziś przestaję brać Xyzal (lek przeciwalergiczny), a biorę codziennie jedną tabletkę nieprzerwanie od początku maja. Lek ten ryje trochę beret, mam nadzieję, że teraz będzie się rześko myśleć. Oczywiście będę szedł na odczulanie, żeby pozbyć się tej choroby.

Waga po maratonie: 75.1kg

Wynik (dystans MEGA)
Czas: 2:13:12 (zwycięzca OPEN i M2 miał czas 1:34:06)
Punkty: 353/500 (71% punktów zwyciezcy, rok temu miałem ponad 360)
Prędkość średnia: 18.92km/h (zwycięzca 26.79km/h)
Miejsce OPEN: 195/449 (57%, zwycięzca 100%)
Miejsce M2: 46/76 (41%)

Kategorie Maratony MTB

Bike Maraton 2013 Szklarska Poręba

Ariel Bogdziewicz, sobota 00:00, 17 sierpień 2013 | odsłony 254 | komentarze 2

  • Aktywność Rower
  • Dystans 56.52km
  • Czas 03:53:53
  • Vavg 14.49km/h
  • Vmax 62.29km/h
  • Pod górę 1456m
  • Kalorie 3703kcal
  • Temperaturaavg 24.0C
  • HRavg 179 (85%)
  • HRmax 196 (93%)
  • Sprzęt Trek 8900 (Górski)
Maraton w Szklarskiej to mój drugi wypad na górskim rowerze w tym roku (nie licząc rodzinnych wycieczek). Pierwszy maraton w roku startuje się z ostatniego sektora, więc grzecznie ustawiłem się na samym końcu o godzinie 10:35, czyli 5 minut po otwarciu sektorów. W dniu poprzednim przygotowałem rower i myślałem, ze pójdzie gładko. Organizator ocenił stopień trudności trasy na 4/6, więc nie obawałem się niczego.

Jaja zaczęły się już przed startem. Start był zaplanowany na 11:00, ale z powodu korków w Szklarskiej przesunęli go na 11:15, bo część uczestników w nim utknęła. Do tego sektory zaczęli wypuszczać co 2 minuty, a od piątego chyba co 3 minuty. Więc mój sektor ruszył dopiero o 11:39. Wyobrażacie sobie, żeby stać ponad godzinę przed linią startu w słońcu?!

Na domiar złego zaraz po starcie licznik przestał mi prędkość odmierzać. Nie mogłem przeboleć, że licznik za prawie 800zł nie spełnia swoich funkcji. Zatrzymałem się i zacząłem poprawiać. Nic nie wskurałem. Ruszyłem i jechałem bez pomiarów prędkości. Jednak po 1km znów zacząłem przy nim grzebać i w końcu zaczął działać, chyba czujnik był za daleko od koła. Straciłem na to jakieś 3 minuty.

Kolejny problem też ujawnił się na chwilę po starcie. Miałem za mocno nadmuchane koła. Na byle kamyczku rzucało na lewo i prawo. Dopiero na pierwszym bufecie na 9km popuściłem powietrza i od tej chwili jechało się o niebo lepiej. Do tego amortyzator też nadmuchałem za mocno. Mogłem zostawić te 80psi, a ja musiałem dobić do 100psi. Ciężko było utrzymać kierownicę na zjazdach.

Odczuwałem też zmęczenie po ciężkim tygodniu, ale mimo tego pod Dwa Mosty wyprzedziłem sporo ludzi. Problemy miałem tylko tam, gdzie mocno telepało przez kamole albo było bardzo stromo i musiałem podprowadzać rower, co mi się bardzo rzadko zdarzało we wcześniejszych latach. Tym razem kostka nie pozwalała mi na ostre podjazdy, ale hardcore zaczynał się jak miałem pod cokolwiek podejść. Generalnie nie jestem wstanie chodzić po górach, kostka mi przeskakiwała w stawie i musiałem co dwa kroki robić odpoczynek. A że takich podprowadzeń było z pięć wzniesień, to straciłem mnóstwo pozycji. Wniosek z tego taki, że jeśli chodzi o MTB to dalej mam kategorię inwalidy. Na zjazdach też nie szalałem, bo kostka każdy wertep zamieniała w ból.

Ale psikus mnie dopiero spotkał jak zaczęło mi się dziwnie na rowerze jechać, ale nie wiedziałem dlaczego. Plecy bolały coraz bardziej i miałem wrażenie jakby mi się siodło pogięło. Ciężko było wyczuć, bo raz w dół, raz w górę i nie czuje się tak bardzo, że czubek siodła podniósł się o kilka cm. Ale rzeczywiście się przekręciło i musiałem je wyregulować. Kosztowało mnie to kilka minut. Przy jego naprawie motywacja spadła mi do zera i potem jechał wycieczkowo.

Generalnie nie spodziewałem się tak ciężkiej trasy. Jakbym wiedział co mnie tam spotka, to bym grzecznie w domu siedział. Wyprzedzałem tylko jak było w miarę równo, kolarzówka pozwoliła nabrać krzepy, ale nierówności, kamole, korzenie, błoto, ściółka leśna całą trasę dawały w kość. Nie byłem na to przygotowany, w sumie to już zapomniałem chyba jak to jest na MTB.

Plus taki, że przejechałem całą trasę. Co prawda prawie dwa razy wolniej niż zwycięzca, który przejechał trasę z czasem 2h27m i średnią 22.32km/h. Ja miałem 3h53m jazdy, a czas całości to 4h12m, więc sporo straciłem na naprawach i podprowadzaniu roweru.

Mój wynik:
miejsce OPEN: 324/437
miejsce M2: 69/87
czas: 4:12:06
średnia: 13.09km/h
punkty: 293/500

Waga po maratonie i kilku posiłkach: 78.0kg

Kategorie Maratony MTB

  • Aktywność Rower
  • Dystans 62km
  • Czas 03:10:05
  • Vavg 19.57km/h
  • Vmax 68.8km/h
  • Temperaturaavg 25.0C
  • Sprzęt Merida Matts Speed (Górski)
Dystans MEGA, miejsce OPEN 87/592, miejsce M2 47/249.

Kategorie Maratony MTB

Bike Maraton 2004 Jelenia Góra

Ariel Bogdziewicz, sobota 00:00, 08 maj 2004 | odsłony 37 | komentarze 0

  • Aktywność Rower
  • Dystans 56km
  • Czas 03:03:50
  • Vavg 18.27km/h
  • Vmax 54.2km/h
  • Temperaturaavg 15.0C
  • Sprzęt Merida Matts Speed (Górski)
Dystans MEGA, miejsce OPEN 118/700, miejsce M2 63/282.

Kategorie Maratony MTB

Rower, sobota

Ariel Bogdziewicz, sobota 00:00, 20 wrzesień 2003 | odsłony 60 | komentarze 0

  • Aktywność Rower
  • Dystans 45km
  • Czas 02:36:09
  • Vavg 17.29km/h
  • Vmax 52.3km/h
  • Kadencjaavg 88
  • Temperaturaavg 27.0C
  • Sprzęt Merida Matts Speed (Górski)
Maraton MTB we Wałbrzychu. Dystans MEGA, miejsce OPEN 131/547, M2 61/216.

Kategorie Maratony MTB

Rower, sobota

Ariel Bogdziewicz, sobota 00:00, 06 wrzesień 2003 | odsłony 57 | komentarze 0

  • Aktywność Rower
  • Dystans 62km
  • Czas 02:39:24
  • Vavg 23.32km/h
  • Vmax 45.3km/h
  • Kadencjaavg 88
  • Temperaturaavg 19.0C
  • Sprzęt Merida Matts Speed (Górski)
Dystans MEGA, miejsce OPEN 146/493, M2 68/182.

Kategorie Maratony MTB

Bike Maraton 2003 Janowice Wielkie

Ariel Bogdziewicz, sobota 00:00, 24 maj 2003 | odsłony 59 | komentarze 0

  • Aktywność Rower
  • Dystans 88km
  • Czas 04:36:38
  • Vavg 19.07km/h
  • Vmax 63.1km/h
  • Kadencjaavg 88
  • Kadencjamax 108
  • Temperaturaavg 28.0C
  • Sprzęt Merida Matts Speed (Górski)

Dystans GIGA, miejsce OPEN 127/178, M2 79/89. Był to wyścig, na którym miałem bardzo dobrą formę, ale tylko na pierwszym okrążeniu. Wyścig składał się z dwóch pętli po 44km na dystansie GIGA. Gdybym zjechał po pierwszym okrążeniu miałbym życiowy wynik. Niestety na drugim okrążeniu odwodniłem się. Skurcze mięśni miałem od łydek, przez uda, pośladki do żuchwy. Nie wiedziałem, że może skończyć się ta impreza tak tragicznie. Taki niedobór minerałów w organizmie mógł skończyć się dla mnie bardzo źle. Na mecie mówili mi, że to zagraża nawet życiu. Potem odłupałem skorupę soli z twarzy, poszedłem się umyć i odpocząć. Mimo tego byłem na mecie wcześniej od 50 innych uczestników z dystansu GIGA. To był mój pierwszy start na długim dystansie.

Kategorie Maratony MTB

1 2 3