Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

Strona użytkownika ariel

Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

Strona użytkownika ariel

Wyścigi szosowe


Rower
124 km
Dystans
1719 m
Pod górę
4:19:20
Czas
28.7 km/h
Prędkość średnia
184 (88%)
Średnie HR
2
Liczba aktywności
95 km
Najdłuższa aktywność
1289 m
Największa wspinaczka
3:20:00
Najdłuższa aktywność
28.9 km/h
Najszybsza aktywność
186 (89%)
Maksymalne średnie HR
62 km
Na aktywność
860 m
Na aktywność
2:09:40
Na aktywność
71.0 km/h
Prędkość maksymalna
198 (94%)
Maksymalne HR
  • Aktywność Rower
  • Dystans 95.28km
  • Czas 03:20:00
  • Vavg 28.58km/h
  • Vmax 70.97km/h
  • Pod górę 1286m
  • Kalorie 2975kcal
  • Temperaturaavg 26.4C
  • HRavg 184 (87%)
  • HRmax 198 (94%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Uczestnicy bs:Mountventoux, bs:krzywy
  • Strava Link, Pokaż mapę

Wydawanie numerów dłużyło się i były już obawy, że braknie ich dla wszystkich. Paweł pomógł mi odnaleźć się przy formalnościach, język czeski nie jest prosty. Na szczęście udało zarejestrować się. Numer do koszulki należało i przypiąć agrafkami i na linię startu. Wybrałem dystans 93 zamiast 140km ze względu na ograniczenia czasowe, ale potem okazało się, że lepiej wybrać nie mogłem.


Bardzo lubię tą uliczkę, z której był wylot.


Paweł po nieprzespanej nocy, ale stawił się na zawody.


Mocna reprezentacja Ostrego Koła.

Start był szybki, ale chyba nie tak bardzo jak w zeszłym roku. Czułem, że peleton nawet daje sobie trochę luzów momentami. Paweł odskoczył trochę do przodu i już go do końca wyścigu nie widziałem. Nie mam doświadczenia jazdy w peletonie. Bałem się dziur w jezdni, a trochę ich było i często przez to zwalniałem. Pierwszy podjazd ukazał, że nie było tak dobrze jak myślałem. Astmatyczne oddechy przeszkadzały wykorzystać potencjał nóg, które były dość wypoczęte. Tętno prawie 200. Inni jechali podobną prędkością, ale tylko ja świszczałem i łapałem ledwo powietrze. Zawsze tak mi się dzieje powyżej 20 stopni C. Jak jest zimno nie mam problemów. Ale przesuwałem się systematycznie do przodu siedząc na ogonie mocniejszego zawodnika. Przed Lubawką urwał mocniej i nie utrzymałem tempa. Zostałem sam i goniłem grupę na horyzoncie, ale nie dałem rady. Zostałem wchłonięty przez grupę jadącą za mną. I dobrze, bo już samemu ciężko było. Z nimi robiłem odcinek od Lubawki do podjazdu na Okraj. Specjalnie przesuwałem się w tył sporej grupy, żeby nie rozerwać ją na dwoje. I tak zostałem z tyłu cierpiąc brak wody.

Popełniłem też dwa błędy techniczne. Pierwszy polegał na zabraniu ze sobą dwóch bidonów izotonika. Zrobiłem je wg proporcji, ale nie gasił pragnienia, a wręcz zaklejał mi jelita. Kapeć w ustach. Brzuch bolał, odwodnienie, gorąco i ledwo wjechałem na Okraj. Drugi błąd polegał na tym, że w butach miałem dwie pary wkładek. Są już rozciągnięte, więc żeby luzów w bucie nie było mam drugą parę wkładek. Stopy mi odparzyło i musiałem je na podjeździe przed Okrajem wyciągać z butów. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wcześniej tak wolno podjeżdżał pod Okraj. Na bufecie na przełęczy dolałem wody do bidonów i do butów. Na izotonik już patrzeć nie mogłem, żeli też nie ruszyłem. Zjazd w stronę Trutnova pod mocny wiatr. Toczyłem się z górki, ale potem doszło mnie dwóch zawodników i pocisnąłem za nimi. Odzyskałem siły i dawałem też bardzo mocne zmiany. W ten sposób zgubiliśmy jednego zawodnika. Potem już nie było możliwości odrobić więcej strat, mimo że siły wróciły. Zmianami z Pavlem (nr 353, lat 40) elegancko jechaliśmy od Okraju do Trutnova nadrabiając może 5 pozycji. Na zjeździe z ostatniej górki przed Trutnovem odjechałem mocno Pavlowi, ale potem mocarz mnie dogonił na płaskim. Znowu kilka zmian uratowało mnie przed skurczami. Na 91km zauważyliśmy na horyzoncie dwójkę zawodników, w tym Panią nr 345, która była w peletonie, która zwiała mi przed Okrajem. Pavel ustąpił drogi, żebym dał zmianę i chyba za mocno pocisnąłem, bo po chwili zorientowałem, że jadę sam. Dogoniłem dwójkę przede mną, jeden został, pojechałem za tą kobitką. Nie wyrywałem się do przodu, bo właśnie robiłem pościg. Przed metą kilka zakrętów po prostu puściła mnie do przodu bez żadnej walki. Nie rozumiem kobiet. DNF-a nie było, więc postęp jest. Pierwsze szosowe zawody życia, które ukończyłem :-) Jestem zawzięty, więc nie odpuszczę i następnym razem skopie tej trasie tyłek.

Najgorsze info dnia to awaria GPS. Trasy Strava nie nagrała, bo GPS w telefonie sygnału nie mógł złapać.

Wynik 87/138 osób na dystansie 93km. Paweł był w zasięgu, ale brak doświadczenia w szosowym ściganiu pogrzebał możliwość wspólnej jazdy z Pawłem. Gratuluję Marcinowi mocnego 10 miejsca :-)


Kategorie Wyścigi szosowe

Krakonošův cyklomaraton 2014 - DNF

Ariel Bogdziewicz, sobota 00:00, 02 sierpień 2014 | odsłony 276 | komentarze 13

  • Aktywność Rower
  • Dystans 28.57km
  • Czas 00:59:20
  • Vavg 28.89km/h
  • Vmax 60.5km/h
  • Pod górę 429m
  • Kalorie 888kcal
  • Temperaturaavg 29.0C
  • HRavg 186 (88%)
  • HRmax 196 (93%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Uczestnicy bs:Mountventoux, bs:krzywy

To mój pierwszy start w wyścigu szosowym w całym życiu i już DNF. Pierwszy start na MTB też miałem DNF, był to Bike Maraton 2002 w Przesiecie we wrześniu. Tylko wtedy byłem młody i głupi. Pojechałem na maraton bez zapasowych dętek. Byłem w kategorii M1 i moc była ze mną, a na 10km poszedł kapeć i z buta do mety. A dziś było jeszcze oryginalniej, bo miałem dwie zapasowe dętki, a powód wycofania się z wyścigu był podobny, tylko dętki skończyły się za szybko.

Na wyścig ruszyliśmy z Kowar dwoma samochodami. Jechałem Pawłem całą trasę, jako że jest lepiej obeznany z terenem. Do Trutnova trafiłbym sam, ale bez Pawła nie odnalazłbym się w samym mieście. Opis ceremoniału przedwyścigowego pominę, gdyż przed każdym wyścigiem wygląda to tak samo.


Paweł na starcie (po lewej). Zrobił ledwie 47km w lipcu i szarpnął się na taką imprezę. Gdyby nie ten fakt, to by mnie tam nie było. A że ja zrobiłem 700km w lipcu to nie było wymówek. W sumie bardzo cieszę się, że namówił mnie na wyścig wspólnie z Marcinem, bo bardzo mi się spodobało ściganie na szosie nawet mimo dzisiejszego DNF. Nie mogę się doczekać kolejnego wyścigu.


Nastrój przed startem dobry, a do tego czułem się dość mocno wyspany i nie odczuwałem już zmęczenia. Wczoraj wypucowałem sobie rower, nasmarowałem i napompowałem kółka do 8 atmosfer. No i poszły konie po betonie. Bałem się zbyt mocnego tempa na starcie, ale nie było tragedii. Trzymałem się mocno Pawła maksymalnie na odległość jednego kolarza i przesuwaliśmy się w stawce do przodu :-) Potem dwa razy lewą stroną ronda, normalnie jak na TdF :-D Nawet nie przeszkadzało mi stukanie w moim rowerze, które się wzmagało. Ktoś po czesku z tyłu coś do mnie krzyczał, ale nic nie kumałem. Ale miał rację, bo ja już nie miałem powietrza w tylnym kole. Zjechałem na pobocze i zmieniam kapcia. I tu się zaczyna najlepsze. Wszyscy wyprzedają, ja już mam założoną oponę i nadjeżdżają dwa Fordy Transit z napisem KONEC ZAVODU. Pytają czy ok, ja ok. To ruszyli dalej. Biorę się więc za pompowanie, a tu nie ma pompki!!! ZONK. Macham za nimi i na szczęście zobaczyli. Oni też nie mieli pompki, więc zapakował mnie na pakę i gonimy ostatniego kolarza Fordem. Tak się od tej pory ścigałem. Po 4km zatrzymał się i skołował mi pompkę. Szybkich kilka machów i jest. Wracam do gry!

Wypuścił mnie z wozu, jak konia z zagrody, tuż przed takim dość skromnym podjazdem przed Zaclerzem. I dawaj za ostatnim. Drugi wóz KONEC ZAVODU jechał daleko przede mną, a za mną jechał ten co mnie podwiózł trochę. Więc pościg rozpoczęty. Złość dodawała +10 do prędkości, aż w końcu po 4km pościgu dorwałem ostatniego. Z ulgą zostawiłem go za sobą, bo stresujące to jest jak ciągle auto jedzie Ci za ogonem. Machnąłem na dowiedzenia i biorę jednego, drugiego, piątego. Potem przestałem liczyć. Niektórzy próbowali na koło mi siadać, ale szybko ich gubiłem. Jeden tylko się mocno trzymał, ale też miał problemy. Po wjechaniu do Polski przed Lubawką coś zaczęło mi stukać w rowerze. Dogoniłem dwóch kolarzy, usiadłem im na koło i opona wybuchła. Tu Transit zgarnął mnie drugi raz.


Potem widziałem już tylko coś takiego.


Lub coś takiego. Na zdjęciu jedzie ostatni zawodnik wyścigu z numerem 69, który jak dobrze widzę, też miał DNF, ale raczej z wyczerpania. Tu robi podjazd od Jarkowic. Dzielnie walczył na podjeździe na Okraj. Wyprzedził go trochę dalej taki kolarz z Kamiennej Góry (poza zawodami jechał) i jak na rozdrożu czekaliśmy w aucie na nr 69, to od tamtego drugiego pompkę pożyczyłem, ale wentyl nie pasował :-( Na pierwszym bufecie napompowali koło, ale po 100m znów wybuchła, a chciałem sobie chociaż zjechać do Trutnova. Na szczęście stamtąd zawieźli mnie prosto pod moje auto i pojechałem do domu.

Teraz jestem taki zły, że wezbrała we mnie ciemna strona mocy, na której mam zamiar pozamiatać wszystkie maratony MTB jak należy.


Zrobiłem zdjęcie, żeby nie zapomnieć jak wygląda opona, którą należy wymienić. Niestety ja na takiej pojechałem na wyścig. Równie dobrze mogłem nie brać w ogóle zapasowych dętek.

Wyniki w skrócie:
Miejsce OPEN Imię Miejsce w kategorii Czas Średnia [km/h] Punkty ala BM
Sektor ala BM
1/303 (100%) Michael 1/60 (100%) M18 3:35:06 34.87 500 1.00 (1)
3/303 (99%) Martin 1/108 (100%) M30 3:35:08 34.86 500 1.00 (1)
68/303 (78%) Marcin 29/108 (74%) M30 4:08:32 30.18 433 0.86 (1)
206/303 (32%) Paweł 75/108 (31%) M30 5:00:17 24.98 358 0.72 (3)
DNF Ariel M30

Gratuluje Marcinowi i Pawłowi za niezłe czasy! Pewnie nie było łatwo, bo temperatura była wysoka. Zakaz pocieszania w komentarzach!

Kategorie Wyścigi szosowe

1