Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

User page ariel

Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

User page ariel

Ponad 200km


Bike
892 km
Distance
8815 m
Uphill
36:20:49
Time
24.5 km/h
Average speed
151 (72%)
Average HR
4
Activity count
260 km
Longest activity
4149 m
Largest climbing
11:07:20
Longest activity
29.6 km/h
Fastest activity
154 (73%)
Maximum average HR
223 km
Per activity
2204 m
Per activity
9:05:12
Per activity
74.5 km/h
Maximum speed
189 (90%)
Maximum HR
  • Activity Bike
  • Distance 260.36km
  • Time 08:48:32
  • Vavg 29.55km/h
  • Vmax 68.4km/h
  • Uphill 2513m
  • Calories 6203kcal
  • Poweravg 175W
  • Cadenceavg 82
  • Temperatureavg 10.0C
  • HRavg 153 (72%)
  • HRmax 173 (82%)
  • Equipment Scott Speedster 20 (Road)
  • Strava Link, Show map

Od początku padało. Pierwsze 100km jechaliśmy przemoknięci. Trzy razy łańcuch smarowaliśmy. Potem jedzenie w restauracji, gdzie zagrzaliśmy się. Deszcz przestał padać, więc jechaliśmy do kolejnej fali deszczów. I było całkiem przyjemnie i sucho. Do 200km szarpałem tempo mocno, ale potem bomba złapała.

Categories Ponad 200km, Tour de Finland 2020, Treningi

  • Activity Bike
  • Distance 208.16km
  • Time 11:07:20
  • Vavg 18.71km/h
  • Vmax 74.52km/h
  • Uphill 4140m
  • Calories 5570kcal
  • Poweravg 125W
  • Equipment Scott Speedster 20 (Road)
  • Strava Link, Show map

Categories Norwegia 2017, Ponad 100km, Ponad 200km, Treningi

  • Activity Bike
  • Distance 208.12km
  • Time 08:10:51
  • Vavg 25.43km/h
  • Vmax 61.84km/h
  • Uphill 1173m
  • Calories 5097kcal
  • RPE Moderate
  • Poweravg 87W
  • Powermax 628W
  • Cadenceavg 75
  • Cadencemax 115
  • Temperaturemin 11.0C
  • Temperatureavg 16.0C
  • HRavg 145 (69%)
  • HRmax 178 (84%)
  • Equipment Scott Speedster 20 (Road)
  • Attendees Mati96, lukasz, zibofan
  • Strava Link, Show map

Od rana gwar przygotowań do kolejnych 200km, ale ja jeszcze trochę pospałem. Inni za to powstawali przed ustalonym czasem. Każdy jeszcze dojadał na śniadanie wczorajsze zakupy ze spożywczego, a ja z Mateuszem i Łukaszem poszliśmy na śniadanie do stołówki w tym ośrodku, gdzie mieliśmy nocleg. I warto było! Pycha kiełbaska, sałatka, pierogi oraz naleśniki. Akumulatory naładowane, więc można ruszać. Ale czekajcie, Dominik dopompował koło i dętka mu wybuchła. Na razie pierwszy kapeć i do tego nie w trasie.

Pierwsze 13km do Świebodzina pod wiatr. Przez moment mieliśmy pasażera na gapę, ale potem zjechał na ścieżkę rowerową. My nie lubimy ścieżek rowerowych, bo nie nadają się w większości do jazdy rowerem szosowym. W Świebodzinie pierwszy postój, żeby uzupełnić zapasy, a okazało się, że zapomniałem oddać kluczy do pokojów. Nie uśmiechało mi się wracać 13km do ośrodka, żeby je oddać. Jak już trochę paniki nasiałem, wpadłem na pomysł, że zostawię je w sklepie i poinformuję o tym recepcję. Na szczęście się zgodzili. W sumie nie mieli wyjścia, bo większość wieczoru zafundowali nam bez wody i prądu. Spróbowaliby nie zgodzić się!

Trasa była podzielona na 3 etapy. Pierwsze 100km do Gorzowa Wielkopolskiego na obiad. Początek trasy piękną drogą krajową z szeroki poboczem. Ale tam była wspaniała szarża po 45km/h przez ponad 20km. Niestety dalej dziurawe, lokalne drogi. W Gorzowie znaleźliśmy dobry kebab i dość tani w przeliczeniu na wagę jedzenia, bo porcje były bardzo duże. Dominik zamówił dwa dania, bo myślał, że będzie za mało, i dostał dwa ogromne talerze mięsa. W sumie to mało kto dojadł do końca. Ja swoje jedzenie zapakowałem w kartonik i przymocowałem trytytkami do torby, żeby 100km dalej zjeść to na kolację.

Drugi etap do Barlinka jakieś 30km. Podobno wiatr miał nie sprzyjać na tym odcinku, ale tak nie było. Za to od Barlinka żagiel do samego końca. Niestety był tam kilkunastokilometrowy odcinek mega dziurawej drogi. Czegoś takiego to nie widziałem nigdy wcześniej. Nie było jak ominąć tych dziur, bo droga składała się tylko z tych dziur. Duże ciśnienie w kołach i każda dziura odbita na tyłku, kolanach i biednych łożyskach. Ja przyznawałem się do tego, że układałem trasy tylko na ładnych asfaltach. Zachary weryfikował trasy, więc trochę winy za dziurawe odcinki poleciało na niego ;-) Ale trzeba twardym być, nie miękkim. Dzięki Zacharemu ani razu nie zgubiliśmy się. Spisał się i awansował z trasomistrza na stanowisko nawigatora.

Zdziwiły nas też przewyższenia w tej części Polski, bo podjazdów było sporo. Łukasz był łowcą premii górskich, ale czasem nie okazał czujności i podkradaliśmy mu trofea. I tak imponujące, bo Łukasz ścigał się dosłownie do każdego szczytu, a inni tylko do kilku.

Przed wjazdem do Gryfina zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia całej ekipy. Łukasz na drugim sika, cóż za wyczucie czasu. Na koniec ledwo znaleźliśmy sklep nocny, bo to 3 maja, więc wszystko zamknięte. Nocleg tym razem dużo lepszy niż poprzedni, bo ciepło i wygodnie. Do tego ciepła woda w kranie. Był nawet telewizor.

Tego dnia rozpracowałem torbę Author Sumo, żeby nie opadała mi na tylne koło. Taśmy zaciskowe trzeba było jeszcze w supły powiązać przy klamrach i nie luzowały. W torbie było też coraz więcej miejsca, bo mokre i brudne ciuchy zajmowały mniej miejsca niż czyste. Można było bardziej je ścisnąć. Drugi dzień jednak bez większych wrażeń, bo wszystko zgodnie z planem i wiatr bardzo sprzyjał. Kolejne "łatwe" 200km za nami.

Najlepsze było to, że drugiego dnia już nie było tak czuć stresu związanego z codziennością. Luźniejsza atmosfera, więcej gadania. Na szczęście nie byliśmy już tak skupieni na robieniu kilometrów, co w dniu poprzednim. To był chyba najbardziej odprężający dzień. Nawet Jurek jechał dość dobrze, mimo, że był już mocno zmęczony. Po prostu nie zawsze udawało nam się jechać jego tempem. Nasze wykańczało go momentami. Ale pilotowaliśmy Jurka dzielnie na zmianę, robiliśmy mu zasłonę wietrzną w kilka osób i przetrwał wszystkie swoje słabe momenty.

Categories Bałtyk 2017, Ponad 100km, Ponad 200km, Treningi

  • Activity Bike
  • Distance 215.04km
  • Time 08:14:06
  • Vavg 26.11km/h
  • Vmax 59.7km/h
  • Uphill 969m
  • Calories 5610kcal
  • RPE Moderate
  • Poweravg 61W
  • Powermax 465W
  • Cadenceavg 74
  • Cadencemax 153
  • Temperaturemin 6.0C
  • Temperatureavg 13.3C
  • HRavg 154 (73%)
  • HRmax 189 (90%)
  • Equipment Scott Speedster 20 (Road)
  • Attendees Mati96, lukasz, zibofan
  • Strava Link, Show map

Pogoda zaskoczyła wszystkich, bo słońce grzało i nie padało, a to w sumie niebywałe ostatnio. Do tej pory ciągle padało i syberyjskie temperatury mimo kwietnia. Pierwszy problem pojawił się jednak szybko. Zachariasz miał dojechać pociągiem z Wrocławia do Jeleniej Góry, skąd startowaliśmy, ale pociąg został zatrzymany na kilka godzin przez kobietę, która wpadła pod pociąg. Z tego co wiem, to dobrowolnie. Opóźnienie wykorzystałem, żeby pospać trochę dłużej, bo pakowałem się do trzeciej w nocy.

Ruszyliśmy spod Jurka posiadłości w sześć osób. Nie jesteśmy zbyt zgrani, więc początek nie był łatwy. Jurek nie zapanował nad emocjami i cisnął ile sił, a każdy wiedział jak to się dla Jurka skończy. Potem trzeba było tempo dostosowywać do niego. Jurek nie trzymał koła przez co tracił więcej sił niż pozostali. Były jeszcze inne ciekawe przypadki. Na przykład Dominik, którego prowadzenie zawsze kończyło się rozerwaniem grupy na kilka części. Ale generalnie było równe tempo i pogaduchy.

Pod koniec pierwszych 100km już burczało w brzuchu, więc nie mogliśmy się doczekać obiadu w Żaganiu. Źle oszacowaliśmy odległość i spodziewaliśmy się, że będzie bliżej. Machnęliśmy się o prawie 20km, a miało być idealnie w połowie trasy. To był moment, w którym Łukasz musiał ściągnąć majty spod spodenek w przydrożnym Tojtoju, bo go nieźle obtarły. To był też odcinek drogi złożony z płyt betonowych. Trzepało kolarzówkami na każdym łączeniu pomiędzy płytami w regularnych odstępach. Ryło to psychikę i podnosiło ciśnienie.

Obiad znaleziony na spontanie. W Żaganiu znaleźliśmy drogą fiu fiu restaurację, więc poszliśmy do baru obok. Naleśniki i jedzenie na wagę. Dobra herbata. Podładowaliśmy komórki i w drogę.

Potem jechaliśmy bardzo równym tempem. Zmęczenie coraz większe, więc współpracowaliśmy o wiele lepiej, bo każdy zaczynał rozumieć, że samemu daleko się nie zajedzie. Było dużo ładnych asfaltów, ale też dziurawych dróg, a nawet kilka odcinków z kocimi łbami. Byliśmy też zaskoczeni kilkoma wzgórzami, gdzie nachylenie dochodziło nawet do 3%.

W kość dała końcówka, bo droga prowadząca do Niesulic to jakaś dziurawa masakra. Nierówności wybijały z rytmu i nie było mowy o jazdy w grupie. Do tego zrobiło się bardzo chłodno, a Jurek już nie miał siły trzymać naszego tempa.

Jaja zaczęły się jednak w ośrodku Kormoran w Niesulicach, gdzie mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Otóż wyłączyli prąd i nie było wody w kranie. W pokojach żadnego ogrzewania, a za nocleg po 55zł od głowy. Przez telefon wyjaśnili, że ludzie w tych domkach odpalają swoje farelki i wywala korki na jednej fazie, akurat na tej co pompy wodne działają. Na szczęście przed północą awarię usunęli i wykąpaliśmy się w ciepłej wodzie.

Pierwszy dzień nie wyczerpał fizycznie, ale już pokazał, że wyprawy nie zostawiają dużo wolnego czasu po przebytej trasie. Trzeba znaleźć sklep, rozpakować się, umyć, zjeść, naładować telefon i zapasową baterię, wyspać, potem spakować. Torby podsiodłowe Author Sumo nie ułatwiały tego, a miała je większość z nas. Zazdrościliśmy Jurkowi i Dominikowi ich sakw, bo mieli je umocowane na sztywnym bagażniku, a ich torby były łatwe przy pakowaniu i rozpakowaniu. Natomiast torba Author Sumo jest trudna do spakowania i giba się na boki podczas jazdy. Do tego sznurki luzują się i po pewnym czasie torba opadała na tylne koło szlifując oponę. Ale najlepsze jest to, że jak kwiecień paskudny i zimny, to końcówkę zafundował nam niezwykłą. Większość trasy w słońcu i z wiatrem. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić co by się działo, gdyby dalej lało i mroziło.

Categories Bałtyk 2017, Ponad 100km, Ponad 200km, Treningi

1