Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

Strona użytkownika ariel

Prędkość, adrenalina i wytrzymałość!

Strona użytkownika ariel

Ponad 100km


Rower
6718 km
Dystans
63896 m
Pod górę
273:19:44
Czas
24.6 km/h
Prędkość średnia
158 (75%)
Średnie HR
53
Liczba aktywności
215 km
Najdłuższa aktywność
4149 m
Największa wspinaczka
11:07:20
Najdłuższa aktywność
30.4 km/h
Najszybsza aktywność
173 (82%)
Maksymalne średnie HR
127 km
Na aktywność
1206 m
Na aktywność
5:09:26
Na aktywność
83.0 km/h
Prędkość maksymalna
200 (95%)
Maksymalne HR

Mocna jazda grupowa / Strong group ride

Ariel Bogdziewicz, sobota 09:38, 11 maj 2019 | odsłony 8 | komentarze 0

  • Aktywność Rower
  • Dystans 160.4km
  • Czas 05:23:40
  • Vavg 29.73km/h
  • Vmax 63.72km/h
  • Pod górę 1598m
  • Kalorie 3766kcal
  • Mocavg 191W
  • Kadencjaavg 85
  • Temperaturaavg 13.0C
  • HRavg 173 (82%)
  • HRmax 199 (94%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Strava Link, Pokaż mapę

I thought that today’s distance is something around 100km and I did’t ask about it. So I was surprised because of today’s distance. Tempo of the group was strong and my heart rate was too high. But it was very good ride and I could practice group ride before race in the middle of the June in CZ/PL. I’m glad I could enter into anaerobic HR zone as my VO2 max is not so high. So I survived first 75km to Grimstad somehow and later ride was not so heavy. I had to leave group because of time lack and I went straight to Birkeland. I didn’t catch group which went shorter way but I caught other group and I spent a few kilometers with them. So I was not alone here too. But this group I left too later because I needed be on time at home. Unfortunately swimming pool will be closed soon so I will go with my daughter there tomorrow. It was fantastic group ride. Weight before 76,9kg. Weight after 76,2kg.

Kategorie Ponad 100km, Treningi

Gran Canaria, trening 3: Pico de La Gorra

Ariel Bogdziewicz, czwartek 15:35, 15 listopad 2018 | odsłony 13 | komentarze 0

  • Aktywność Rower
  • Dystans 100.42km
  • Czas 05:54:31
  • Vavg 16.98km/h
  • Vmax 55.44km/h
  • Pod górę 2394m
  • Kalorie 3237kcal
  • Mocavg 119W
  • Kadencjaavg 75
  • Temperaturaavg 12.0C
  • HRavg 165 (78%)
  • HRmax 193 (91%)
  • Strava Link, Pokaż mapę

Na górze były tylko 3 stopnie.

Kategorie Gran Canaria 2018, Ponad 100km, Treningi

  • Aktywność Rower
  • Dystans 104.07km
  • Czas 04:15:48
  • Vavg 24.41km/h
  • Vmax 55.41km/h
  • Pod górę 1189m
  • Kalorie 3420kcal
  • KOW Ciężko
  • Mocavg 106W
  • Mocmax 500W
  • Kadencjaavg 79
  • Kadencjamax 176
  • Temperaturamin 0.0C
  • Temperaturaavg 5.6C
  • HRavg 159 (75%)
  • HRmax 182 (86%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Strava Link, Pokaż mapę

Ciężko było. Wciąż zimno. I nie spodziewałem się takiej ilości pagórków. Tęgi trening, który był przewidziany na wczoraj, ale dziecko mi się rozchorowało i musiałem w domu pomóc. Może to i dobrze, bo bym przegiął z objętością treningów w ten weekend. Jutro rozjazd i koniec w tej serii.

Kategorie Ponad 100km, Treningi

  • Aktywność Rower
  • Dystans 104.25km
  • Czas 04:12:02
  • Vavg 24.81km/h
  • Vmax 61.06km/h
  • Pod górę 1295m
  • Kalorie 2962kcal
  • KOW Średnio
  • Mocavg 112W
  • Mocmax 222W
  • Temperaturamin 14.0C
  • Temperaturaavg 16.2C
  • HRavg 156 (74%)
  • HRmax 189 (90%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Strava Link, Pokaż mapę

To był trening wymuszony przez koniec miesiąca. Celem było przejechanie trasy o dystansie ponad 100km w sierpniu chociaż raz. Dzięki temu zaliczyłem sierpniowe Gran Fondo na Stravie. Pierwotnie miałem jechać do Lubawki i wrócić przez Janowice Wielkie, ale błyskające po nocy niebo zmieniło moje plany. Najpierw wjechałem na przełęcz Okraj, gdzie było zaskakująco ciepło. Genialnie jechało się przez ciemny las, a inwersja temperatur robiła swoje. Tam zdjęcie pamiątkowe i małe zakupy. Potem zjazd do Rozdroża, gdzie skręciłem na Lubawkę, ale niebo błysło i spękałem. Zrobiłem nawrót na Jelenią Górę. Z Kowar było widać, że błyska za mną i nad Jelenią Górą również. Skręciłem więc na Janowice Wielkie, gdzie niebo było gwieździste. Chciałem w ten sposób przeczekać burzę, która błyskała nad Jelenią Górą. Na koniec zrobiłem jeszcze 30km przez Sobieszów i Staniszów, ale decyzję o tej dogrywce podjąłem bardzo ciężko. Chciałem już zrezygnować i olać to wyzwanie. Sprawdziłem prognozę pogody, która obiecywała brak burzy, więc pojechałem dobić do 100km. Niebo wciąż błyskało za górami, a nade mną gwieździste, czyste niebo. Zrobiłem swoje i jestem bardzo zadowolony!

Kategorie Ponad 100km, Treningi

  • Aktywność Rower
  • Dystans 208.16km
  • Czas 11:07:20
  • Vavg 18.71km/h
  • Vmax 74.52km/h
  • Pod górę 4140m
  • Kalorie 5570kcal
  • Mocavg 125W
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Strava Link, Pokaż mapę

Kategorie Norwegia 2017, Ponad 100km, Ponad 200km, Treningi

W końcu jakaś stówka

Ariel Bogdziewicz, niedziela 15:56, 02 lipiec 2017 | odsłony 63 | komentarze 0

  • Aktywność Rower
  • Dystans 109.3km
  • Czas 04:18:00
  • Vavg 25.41km/h
  • Vmax 66.33km/h
  • Pod górę 1323m
  • Kalorie 3181kcal
  • Waga po 77kg
  • KOW Średnio
  • Mocavg 105W
  • Mocmax 493W
  • Kadencjaavg 79
  • Kadencjamax 124
  • Temperaturamin 14.0C
  • Temperaturaavg 17.5C
  • HRavg 162 (77%)
  • HRmax 196 (93%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Uczestnicy lukasz
  • Strava Link, Pokaż mapę

Kategorie Ponad 100km, Treningi

  • Aktywność Rower
  • Dystans 123.16km
  • Czas 05:11:47
  • Vavg 23.7km/h
  • Vmax 54.63km/h
  • Pod górę 513m
  • Kalorie 3078kcal
  • KOW Trochę ciężko
  • Mocavg 94W
  • Mocmax 502W
  • Kadencjaavg 71
  • Kadencjamax 123
  • Temperaturamin 13.0C
  • Temperaturaavg 17.1C
  • HRavg 142 (67%)
  • HRmax 177 (84%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Uczestnicy Mati96, lukasz, zibofan
  • Strava Link, Pokaż mapę

Początek trzeciego dnia bardzo trudny. Zmęczenie wylewało się bokami. Kark pobolewał i głowę ciężko było utrzymać na miejscu. Problemy zaczęły się też ze stopami, bo obtarłem pięty w nowych butach. Bolały przy każdy zakręceniu pedałem.

Ruszyliśmy na Szczecin. Dominik prowadził z Zacharym na zmianę. I trzeba przyznać, że po nich zmęczenia nie było widać. Potem grupa podzieliła się na dwie części i musieliśmy gonić czuby. I tego dnia też drogi były dobre tylko na początku. Potem na lokalnych drogach pełno dziur. Do tego jechaliśmy ciągle przy silnym, bocznym wietrze, który dość często atakował z przodu. Dziurawe drogi wybijały z rytmu i jazda w grupie nie miała sensu. Również przy bocznym wietrze jazda w grupie nie daje za wiele, więc było ciężko. Jurek nie był zachwycony warunkami, ale nie rezygnował.

Zrezygnowaliśmy z obiadu w trakcie trasy, bo czekała na nas obiadokolacja w hotelu. Więc równym tempem jechaliśmy do Międzyzdrojów. Tuż przed miastem był podjazd jak połowa Kowarskiej. Ale byliśmy zdziwieni! I ta ulga, gdy usiedliśmy na ławce przed hotelem. Udało się! Ponad 540km w trzy dni.

Końcówka dawała się nie tylko Jurkowi we znaki. Łukasz był głodny, Mateusz też miał dość. Ja z Dominikiem problemy ze zmęczeniem przez bilirubinę. Nie wiem jak on, ale ja zasypiałem na rowerze. Zachary za to czuł się dobrze. Dieta i treningi przyniosły mu dużo pożytku przed tym sezonem. Tak trzymaj!

Kategorie Bałtyk 2017, Ponad 100km, Treningi

  • Aktywność Rower
  • Dystans 208.12km
  • Czas 08:10:51
  • Vavg 25.43km/h
  • Vmax 61.84km/h
  • Pod górę 1173m
  • Kalorie 5097kcal
  • KOW Średnio
  • Mocavg 87W
  • Mocmax 628W
  • Kadencjaavg 75
  • Kadencjamax 115
  • Temperaturamin 11.0C
  • Temperaturaavg 16.0C
  • HRavg 145 (69%)
  • HRmax 178 (84%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Uczestnicy Mati96, lukasz, zibofan
  • Strava Link, Pokaż mapę

Od rana gwar przygotowań do kolejnych 200km, ale ja jeszcze trochę pospałem. Inni za to powstawali przed ustalonym czasem. Każdy jeszcze dojadał na śniadanie wczorajsze zakupy ze spożywczego, a ja z Mateuszem i Łukaszem poszliśmy na śniadanie do stołówki w tym ośrodku, gdzie mieliśmy nocleg. I warto było! Pycha kiełbaska, sałatka, pierogi oraz naleśniki. Akumulatory naładowane, więc można ruszać. Ale czekajcie, Dominik dopompował koło i dętka mu wybuchła. Na razie pierwszy kapeć i do tego nie w trasie.

Pierwsze 13km do Świebodzina pod wiatr. Przez moment mieliśmy pasażera na gapę, ale potem zjechał na ścieżkę rowerową. My nie lubimy ścieżek rowerowych, bo nie nadają się w większości do jazdy rowerem szosowym. W Świebodzinie pierwszy postój, żeby uzupełnić zapasy, a okazało się, że zapomniałem oddać kluczy do pokojów. Nie uśmiechało mi się wracać 13km do ośrodka, żeby je oddać. Jak już trochę paniki nasiałem, wpadłem na pomysł, że zostawię je w sklepie i poinformuję o tym recepcję. Na szczęście się zgodzili. W sumie nie mieli wyjścia, bo większość wieczoru zafundowali nam bez wody i prądu. Spróbowaliby nie zgodzić się!

Trasa była podzielona na 3 etapy. Pierwsze 100km do Gorzowa Wielkopolskiego na obiad. Początek trasy piękną drogą krajową z szeroki poboczem. Ale tam była wspaniała szarża po 45km/h przez ponad 20km. Niestety dalej dziurawe, lokalne drogi. W Gorzowie znaleźliśmy dobry kebab i dość tani w przeliczeniu na wagę jedzenia, bo porcje były bardzo duże. Dominik zamówił dwa dania, bo myślał, że będzie za mało, i dostał dwa ogromne talerze mięsa. W sumie to mało kto dojadł do końca. Ja swoje jedzenie zapakowałem w kartonik i przymocowałem trytytkami do torby, żeby 100km dalej zjeść to na kolację.

Drugi etap do Barlinka jakieś 30km. Podobno wiatr miał nie sprzyjać na tym odcinku, ale tak nie było. Za to od Barlinka żagiel do samego końca. Niestety był tam kilkunastokilometrowy odcinek mega dziurawej drogi. Czegoś takiego to nie widziałem nigdy wcześniej. Nie było jak ominąć tych dziur, bo droga składała się tylko z tych dziur. Duże ciśnienie w kołach i każda dziura odbita na tyłku, kolanach i biednych łożyskach. Ja przyznawałem się do tego, że układałem trasy tylko na ładnych asfaltach. Zachary weryfikował trasy, więc trochę winy za dziurawe odcinki poleciało na niego ;-) Ale trzeba twardym być, nie miękkim. Dzięki Zacharemu ani razu nie zgubiliśmy się. Spisał się i awansował z trasomistrza na stanowisko nawigatora.

Zdziwiły nas też przewyższenia w tej części Polski, bo podjazdów było sporo. Łukasz był łowcą premii górskich, ale czasem nie okazał czujności i podkradaliśmy mu trofea. I tak imponujące, bo Łukasz ścigał się dosłownie do każdego szczytu, a inni tylko do kilku.

Przed wjazdem do Gryfina zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia całej ekipy. Łukasz na drugim sika, cóż za wyczucie czasu. Na koniec ledwo znaleźliśmy sklep nocny, bo to 3 maja, więc wszystko zamknięte. Nocleg tym razem dużo lepszy niż poprzedni, bo ciepło i wygodnie. Do tego ciepła woda w kranie. Był nawet telewizor.

Tego dnia rozpracowałem torbę Author Sumo, żeby nie opadała mi na tylne koło. Taśmy zaciskowe trzeba było jeszcze w supły powiązać przy klamrach i nie luzowały. W torbie było też coraz więcej miejsca, bo mokre i brudne ciuchy zajmowały mniej miejsca niż czyste. Można było bardziej je ścisnąć. Drugi dzień jednak bez większych wrażeń, bo wszystko zgodnie z planem i wiatr bardzo sprzyjał. Kolejne "łatwe" 200km za nami.

Najlepsze było to, że drugiego dnia już nie było tak czuć stresu związanego z codziennością. Luźniejsza atmosfera, więcej gadania. Na szczęście nie byliśmy już tak skupieni na robieniu kilometrów, co w dniu poprzednim. To był chyba najbardziej odprężający dzień. Nawet Jurek jechał dość dobrze, mimo, że był już mocno zmęczony. Po prostu nie zawsze udawało nam się jechać jego tempem. Nasze wykańczało go momentami. Ale pilotowaliśmy Jurka dzielnie na zmianę, robiliśmy mu zasłonę wietrzną w kilka osób i przetrwał wszystkie swoje słabe momenty.

Kategorie Bałtyk 2017, Ponad 100km, Ponad 200km, Treningi

  • Aktywność Rower
  • Dystans 215.04km
  • Czas 08:14:06
  • Vavg 26.11km/h
  • Vmax 59.7km/h
  • Pod górę 969m
  • Kalorie 5610kcal
  • KOW Średnio
  • Mocavg 61W
  • Mocmax 465W
  • Kadencjaavg 74
  • Kadencjamax 153
  • Temperaturamin 6.0C
  • Temperaturaavg 13.3C
  • HRavg 154 (73%)
  • HRmax 189 (90%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Uczestnicy Mati96, lukasz, zibofan
  • Strava Link, Pokaż mapę

Pogoda zaskoczyła wszystkich, bo słońce grzało i nie padało, a to w sumie niebywałe ostatnio. Do tej pory ciągle padało i syberyjskie temperatury mimo kwietnia. Pierwszy problem pojawił się jednak szybko. Zachariasz miał dojechać pociągiem z Wrocławia do Jeleniej Góry, skąd startowaliśmy, ale pociąg został zatrzymany na kilka godzin przez kobietę, która wpadła pod pociąg. Z tego co wiem, to dobrowolnie. Opóźnienie wykorzystałem, żeby pospać trochę dłużej, bo pakowałem się do trzeciej w nocy.

Ruszyliśmy spod Jurka posiadłości w sześć osób. Nie jesteśmy zbyt zgrani, więc początek nie był łatwy. Jurek nie zapanował nad emocjami i cisnął ile sił, a każdy wiedział jak to się dla Jurka skończy. Potem trzeba było tempo dostosowywać do niego. Jurek nie trzymał koła przez co tracił więcej sił niż pozostali. Były jeszcze inne ciekawe przypadki. Na przykład Dominik, którego prowadzenie zawsze kończyło się rozerwaniem grupy na kilka części. Ale generalnie było równe tempo i pogaduchy.

Pod koniec pierwszych 100km już burczało w brzuchu, więc nie mogliśmy się doczekać obiadu w Żaganiu. Źle oszacowaliśmy odległość i spodziewaliśmy się, że będzie bliżej. Machnęliśmy się o prawie 20km, a miało być idealnie w połowie trasy. To był moment, w którym Łukasz musiał ściągnąć majty spod spodenek w przydrożnym Tojtoju, bo go nieźle obtarły. To był też odcinek drogi złożony z płyt betonowych. Trzepało kolarzówkami na każdym łączeniu pomiędzy płytami w regularnych odstępach. Ryło to psychikę i podnosiło ciśnienie.

Obiad znaleziony na spontanie. W Żaganiu znaleźliśmy drogą fiu fiu restaurację, więc poszliśmy do baru obok. Naleśniki i jedzenie na wagę. Dobra herbata. Podładowaliśmy komórki i w drogę.

Potem jechaliśmy bardzo równym tempem. Zmęczenie coraz większe, więc współpracowaliśmy o wiele lepiej, bo każdy zaczynał rozumieć, że samemu daleko się nie zajedzie. Było dużo ładnych asfaltów, ale też dziurawych dróg, a nawet kilka odcinków z kocimi łbami. Byliśmy też zaskoczeni kilkoma wzgórzami, gdzie nachylenie dochodziło nawet do 3%.

W kość dała końcówka, bo droga prowadząca do Niesulic to jakaś dziurawa masakra. Nierówności wybijały z rytmu i nie było mowy o jazdy w grupie. Do tego zrobiło się bardzo chłodno, a Jurek już nie miał siły trzymać naszego tempa.

Jaja zaczęły się jednak w ośrodku Kormoran w Niesulicach, gdzie mieliśmy zarezerwowane dwa pokoje. Otóż wyłączyli prąd i nie było wody w kranie. W pokojach żadnego ogrzewania, a za nocleg po 55zł od głowy. Przez telefon wyjaśnili, że ludzie w tych domkach odpalają swoje farelki i wywala korki na jednej fazie, akurat na tej co pompy wodne działają. Na szczęście przed północą awarię usunęli i wykąpaliśmy się w ciepłej wodzie.

Pierwszy dzień nie wyczerpał fizycznie, ale już pokazał, że wyprawy nie zostawiają dużo wolnego czasu po przebytej trasie. Trzeba znaleźć sklep, rozpakować się, umyć, zjeść, naładować telefon i zapasową baterię, wyspać, potem spakować. Torby podsiodłowe Author Sumo nie ułatwiały tego, a miała je większość z nas. Zazdrościliśmy Jurkowi i Dominikowi ich sakw, bo mieli je umocowane na sztywnym bagażniku, a ich torby były łatwe przy pakowaniu i rozpakowaniu. Natomiast torba Author Sumo jest trudna do spakowania i giba się na boki podczas jazdy. Do tego sznurki luzują się i po pewnym czasie torba opadała na tylne koło szlifując oponę. Ale najlepsze jest to, że jak kwiecień paskudny i zimny, to końcówkę zafundował nam niezwykłą. Większość trasy w słońcu i z wiatrem. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić co by się działo, gdyby dalej lało i mroziło.

Kategorie Bałtyk 2017, Ponad 100km, Ponad 200km, Treningi

  • Aktywność Rower
  • Dystans 119.62km
  • Czas 05:04:18
  • Vavg 23.57km/h
  • Vmax 59.92km/h
  • Pod górę 1636m
  • Kalorie 3802kcal
  • KOW Ciężko
  • Mocavg 117W
  • Mocmax 677W
  • Kadencjaavg 75
  • Kadencjamax 110
  • Temperaturamin -1.0C
  • Temperaturaavg 3.8C
  • HRavg 164 (78%)
  • HRmax 186 (88%)
  • Sprzęt Scott Speedster 20 (Szosowy)
  • Uczestnicy lukasz
  • Strava Link, Pokaż mapę

Plan był prosty, czyli ponad 100km i więcej niż 1500m w pionie. Plan zakładał też ciepłą czekoladę i kabanosa w Lubawce. Wyjechaliśmy po 15, więc pewne było, że wrócimy po ciemku przy niskiej temperaturze.

Doczołgaliśmy się do Kowar pod wiatr i rozpoczął się pierwszy podjazd pod Okraj. Tu temperatura coraz niższa, ale bez tragedii. Zjazd wymroził, a potem kilka podjazdów w Czechach. W Zacler postój na uzupełnienie zapasów, bo ja już na pustym baku jechałem, Łukasz natomiast dalej miał siły. Ale wciąż żywiliśmy nadzieję na kabanosa i ciepłą czekoladę w Lubawce, bo tyłki już odmrażało. Jednak nie znaleźliśmy tej stacji w Lubawce i zagrzaliśmy się w Dino, gdzie zjedliśmy po 2 suche pączki i uzupełniliśmy płyny.

Ostatni podjazd pod rozdroże okazał się być łaskawy, bo z wiatrem. Łukaszowi stopy już odmarzało, więc dałem mu swoje ocieplacze. Tu już ciężko było, ale od Kowarskiej z wiatrem do samego domu.

Najgorsze jest to, że na 4km przed domem chciałem SMS-a napisać, a bateria mi padła w telefonie. Myślę sobie, że Strava mi tego nie zrobi. Trening na szczęście odzyskałem prawie w całości. Padła też bateria w pasku od pulsometru. Generalnie plan wykonany!

Kategorie Ponad 100km, Treningi

1 2 3 4 5 6